Park zmienia szatę z zieleni na brązy i szarości. To czas, kiedy staram się przygotować go wizualnie i funkcjonalnie do zimy. Jak działać, żeby wyglądał dobrze zza ogrodzenia? To zagadnienie które męczy mnie non-stop, bo wiem że z wewnątrz to miejsce jest cudowne, ale w oczach przechodniów widzę osąd nad wizualną stroną parku. Ale do rzeczy!
Zbudowaliśmy z wolontariuszami z CIM Horyzonty wiatę na materiały budowlane, która wyszła przepięknie. Żółte ściany mają teraz na sobie motywy z Małego Księcia, a w puste pola można wrysowywać swoje odbicia dłoni. Zamontowałam dwie stare tablice informacyjne na bokach, bo mieszkańcom przyda się informacja lokalna. Są w złym stanie, ale niewiele możemy zrobić zanim nie skorygujemy ścian do pionu. Po tym kroku musimy wymienić dach na same OSB i pokryć je plandeką, żeby nie zgniły w zimie. Wówczas można się zająć “szczegółami”, takimi jak wygląd tablic/witryn.
Najgorzej ze wszystkich wiat wygląda obecnie “zagroda dla pojazdów Parkowych”, której ostatnie wiatry zwiały dach. Nie mam materiałów żeby zrobić ją porządnie, ale i tak trzeba ten dach dobrze zamontować przed zimą. Lepiej nie będzie, jeśli nie dostaniemy skądś więcej kantówek.
Udało mi się w śmieciach na osiedlu znaleźć kilka kantówek, które przeznaczyłam na nowe ramy do wejść na wybieg dla psów. Jeszcze tylko pomalować, i mogę osadzić je z drzwiami z palet. Drzwi te są już stare, ale w tym roku chyba nie mamy z czego zrobić nowych. Ehhh, marzy mi się żeby było więcej takich furtek jakie dostaliśmy od Macieja z jego starego domu 🙂
Mamy na terenie Wielki Trójkąt Zależności, który obejmuje ziemiankę, plac budowy oraz wiatę przyległą do schronu. Otóż na naszym terenie ma być woda i ścieki i negocjuję z Aquanetem pozwolenie. Wiatę dla Wolontariuszy chciałabym postawić tam, gdzie będzie kanalizacja, żeby mogli sobie robić normalnie kawę, myć ręce i tak dalej. Niestety tam, gdzie zaczęliśmy z Łukaszem stawiać kantówki pod wiatę, Aquanet dzień później odmówił doprowadzenia kanalizy. Chcą wydać pozwolenie – ale na drugim końcu terenu! Więc zawiesiłam budowę do czasu, aż się to rozwiąże. Jeśli rzeczywiście będzie to decyzja ostateczna, zamiast budować nową wiatę, odnowię “starą”, tę która przylega do schronu. Materiały znajdują się w większości w ziemiance, więc wszystko “stoi”.
Czasem przechodzę obok budowy na Babimojskiej i z zazdrością patrzę na SETKI kantówek leżących po prostu w wiązkach na terenie. Jedna taka wiązka wystarczyłaby, żeby większość moich problemów konstrukcyjnych zniknęła…
Daszek na elewacji schronu to kolejna rzecz do dokończenia. Cholercia, patrzę na niego i jest piękny! Dokończyłabym go kilkoma deskami (bo panom budowniczym materiał się skończył) i zostawiła, ale niestety wówczas nie spełniałby swojej funkcji ochrony elewacji. Będę więc musiała położyć na niego papę. Nie mam na nią na razie środków, więc pewnie przez pierwsze pół roku będzie to brzydka plandeka. Szkoda, bo całe to drewno jest tak ślicznie pomalowane!
Maciej dokończył płot zapobiegający wchodzeniu na dach schronu. Boże, jaka ulga! Nareszcie nie muszę się martwić o bezpieczeństwo budynku!
Ogromnie cieszy mnie, że zrobiliśmy ten ostatni Deszczowy Festyn Pożegnania Lata. To był fajny pokaz siły społeczności – mimo trudności, udało się i nawet nie był super porażką. A warzenie dżemu? Nigdy tego nie robiłam i zapamiętam na długo.
Mamy dwa małe jeże na terenie i od kilku tygodni nie mogę ich spotkać, a ważne jest aby je zważyć. Powyżej 700g to waga jeża który przeżyje zimę, poniżej – umrze. Dlatego zamontowałam fotopułapkę przy karmniku, żeby chociaż po filmikach ocenić ich wielkość. Nie wiedziałam że odtwarzanie krótkich klipów z chrumkającymi z zadowolenia jeżami sprawi mi taką frajdę!
Coraz więcej czasu spędzam pod ziemią – im chłodniej, tym bliżej momentu pierwszych warsztatów i zajęć w schronie. Muszę przygotować to miejsce, zwłaszcza że w listopadzie będzie ścieżka grozy dla dorosłych. Nie jest łatwo – muszę działać w obrębie prawa konserwatorskiego, bo schron jest zabytkiem, a jednocześnie zabezpieczać przestrzeń aby dobrze wyglądała i pachniała.
Dobrze, że mogę się na tym skupić dzięki pracy wolontariuszy na powierzchni, którzy zajmują się prostymi pracami zwykle wykonywanymi przeze mnie. Na przykład – musimy wizualnie zrobić wnętrze bramy, ale nie mam już szarego materiału, więc muszę rozkminić czy położyć na bramę sztuczną trawę której mam pod dostatkiem? Czy to nie będzie wyglądało kiczowato? Czy nie spowoduje większego rdzewienia bramy (też zabytek)? Normalnie pokryłabym bramę siatką kamuflującą bo robi klimat, ale od czasu kiedy zaczepił się w niej jeż a potem wiewiórki zaczęły skubać z niej elementy do swojego gniazda, zdecydowałam że brama jest dla niej słabym miejscem. Ale rozważam powrót tego pomysłu – trzeba będzie tylko dobrze zabezpieczyć dolny fragment żeby nikt nie zginął zaczepiając się o nią igłami.
Tunel ogrodniczy przy schronie wciąż czeka na swoją kolej. Opróżniliśmy go już w 15%, zamierzam dążyć do tego, żeby przed zimą opróżnić go, zrobić wejście z kantówek z drzwiami, obić tunel termoizolacją (kurczę, muszę pomyśleć jak dobrze zrobić wywietrzniki i gdzie!), położyć oświetlenie… to mogłaby być dobra miejscówka do spotkań!
Dużą część moich myśli zajmuje Halloween. Co roku odwiedza nas ok. 60 rodzin, i co roku robię jakąś ciekawą grę questową. Zastanawiam się nad opcjami, mam też nadzieję że wolontariusze mi w tym pomogą. Bardzo trudno jest samodzielnie zawiadywać taką grą, więc co roku jestem niezbyt przytomna po zakończeniu eventu.
Wczoraj wymieniłam pojniki dla ptaków na karmniki dla ptaków. System wciąganych na sznurku karabińczyków jest piękny i prosty, jestem z niego chyba dumna 🙂 Ale zastanawiam się, czy nasze ptaki dobrze reagują na te malutkie patyczki do siadania na karmniku… no i jak siądą, to karmnik na sznurku się bujnie w drugą stronę, prawda? hmmmm. Czy nie powinnam w takim razie dociążyć ich jakoś na spodzie? Albo wiem! Założę drugą fotopułapkę przy którymś z karmników i zobaczę czy (i które) ptaki mają z tym problem! [proszę się nie śmiać. Ptaki żyją powyżej 10 lat, one nie tylko pamiętają moją twarz i głos, ale też mają swoje przyzwyczajenia i strategie komunikacji stada. Traktuję je jak wszystkie zwierzęta i insekty Parku – kocham i dbam]
Otaczają nas budowy. To strasznie wybija mnie z rytmu, zwłaszcza że cierpię na nadwrażliwość słuchową. W zasadzie do 17:00 z obu stron słyszę wiele hałasów. Czasem porzucam to co robię i jadę do domu, albo chowam się w schronie. No ale trudno zmieścić prace fizyczne pomiędzy zakończeniem hałasów (ok 17:00) a zachodem słońca. Tak, mogłabym chodzić w słuchawkach, jednak te które działają w pełni, mają złamany pałąk i spadają przy mocniejszym ruchu. Cóż. C’est la vie.
Ogniska! Ogniska w piątki są fajne! Ludzie przychodzą, nie dużo, ale jednak! Nie byłam przygotowana, że ktoś przyjdzie 🙂 Jakoś tak przez trzy lata przyzwyczaiłam się, że niewiele osób przychodzi na czysto integracyjne wydarzenia… czasem nikt nie przychodzi. Hmmm. I teraz nowe wyzwanie! Jak zrobić, żeby takie spotkania były ciekawe? Bo ostatnio staliśmy, jedliśmy (ale większość była po obiedzie więc mało) i gadaliśmy… hm. Nie jestem dobra w animowanie towarzystwa.
To chyba tyle, drogi Pamiętniczku. To tylko taki strumień myśli, który być może nakreśli wiele aspektów życia Parku:)